Weronika Jelińska

radca prawny

Pomagam w szczególności branży kreatywnej w bezpiecznym prowadzeniu biznesu. Na co dzień rozwiązuję problemy prawne związane z działalnością dziennikarzy, pisarzy, muzyków, fotografów, marketingowców, twórców reklam, założycieli startupów i wielu innych...
[Więcej >>>]

Skontaktuj się +48 501 166 456

Umowa wydawnicza

Weronika Jelinska15 października 2019Komentarze (0)

Jednym z moich ulubionych sposobów relaksu jest czytanie. A najbardziej relaksuję się wówczas, gdy dane jest mi czytać dobrą książkę autora, któremu pomogłam w negocjacjach z wydawnictwem. Doprowadzam bowiem zawodowo do tego, by zapisy umowy wydawniczej nigdy nie pozbawiały autora praw, które w pewnym zakresie powinny pozostać przy nim.

Na co zwrócić uwagę, podpisując umowę wydawniczą?

Najważniejsze jest, by zbadać, czy umowa wydawnicza dokonuje całościowego przeniesienia majątkowych praw autorskich do utworu na wydawnictwo, czy też zgodnie z umową autor udziela jedynie licencji danemu wydawcy. Oczywiście korzystniejszy dla autora jest wariant z licencją. Będzie ona, co do zasady, licencją wyłączną, jednakże udzieloną na czas określony. Jest tak, że po jego upływie licencja wygasa, a autor ma możliwość dysponować swoim utworem dowolnie, na przykład podejmując decyzję o nowym wydaniu książki u kogoś innego.

O licencji pisałam szerzej „tu”.

Umowa wydawnicza – pierwszeństwo do przedłużenia licencji

Bardzo często w umowach licencyjnych znajduje się także zapis, który daje wydawnictwu pierwszeństwo do przedłużenia licencji. Warto w takim przypadku określić warunki, na jakich prawo pierwszeństwa może być wykonane.

Terminy i kary

Kolejna kwestia to zapisy dotyczące warunków i terminów, w których autor utwór dostarczy, a wydawnictwo wyda. Widziałam umowy z bardzo wysokimi karami umownymi za nieterminowe dostarczenie dzieła. Tymczasem pisanie pod presją kary może mieć negatywny wpływ na jakość powstającego tekstu. Wysokość kar umownych za nieterminowe dostarczenie dzieła warto czasem negocjować!

Pola eksploatacji

To, czy umowa przenosi prawa, czy jest umową licencyjną, to jedno; inną kwestią są pola eksploatacji. Czy jesteście pewni, Drodzy Autorzy (szczególnie ci debiutujący), że warto oddawać w pakiecie prawo do ekranizacji Waszej powieści? Wczytajcie się w zapisy Waszej umowy, być może pozwalacie na coś nieświadomie! Ekranizację, wydania zagraniczne… To samo dotyczy praw zależnych do utworu.

Wynagrodzenie w umowie wydawniczej

Zasady wynagrodzenia to temat rzeka i zazwyczaj powód największej frustracji autora. Gratuluję, jeśli nie jesteś już debiutantem i dostałeś sowitą zaliczkę na powieść, którą masz dopiero w głowie. W przeciwnym razie warto podpytać kogoś, kto ma doświadczenie w danej branży, i spróbować ustalić, czy proponowane wynagrodzenie to „standard”, czy też mogłaby być szansa na jego zwiększenie. Moim zdaniem szansa istnieje zawsze, a już na pewno jest realna szansa na korzystniejsze dla twórcy zasady wypłaty.

Na koniec polecam przemóc się i przeczytać podpięty pod umowę załącznik, w którym opisane są tzw. ogólne warunki umowy. A jeśli nie macie do tego głowy lub chęci, poproście prawnika z doświadczeniem w negocjowaniu umów wydawniczych.

Czas już na dobrą lekturę, i nie będzie to komentarz do prawa autorskiego 🙂

*****

Autor zdjęcia: Maksym Kaharlytskyi, źródło: unsplash.com

Masz to. Udało Ci się stworzyć coś, co według Ciebie ma szansę zrewolucjonizować rynek usług związanych z reklamą internetową. Ostrożnie szukasz kogoś, kto uwierzy w Twój projekt i będzie chciał zainwestować weń pieniądze. Nie myślisz o formalnościach, umowa o zachowaniu poufności to zbędna papierologia. Jednym z potencjalnych zainteresowanych jest duża korporacja z zagranicznym kapitałem. Zostajesz zaproszony na poważne spotkanie. Przedstawiciele firmy zadają Ci wiele pytań, wyglądają tak profesjonalnie. Ty nie chcesz być gorszy. Przedstawiasz im prezentację swojego projektu. Sprawiają wrażenie zainteresowanych. Uściski dłoni, pożegnanie i obietnica szybkiego kontaktu. A potem cisza. Szukasz nowego inwestora. A w międzyczasie odkrywasz, że… rozwiązanie zaczęło być stosowane.

Czy umowa o zachowaniu poufności jest zawsze potrzebna?

Oczywiście nie zawsze tak jest. Wiele firm, mimo braku umowy o zachowaniu poufności, nie zrobi bezprawnego użytku z Twojej prezentacji. Jednak żebyś mógł spać spokojnie, przed przystąpieniem do rozmów z potencjalnym inwestorem dopełnij formalności.

Jak zatem napisać dobrą umowę o zachowaniu poufności? Co powinno znaleźć się w jej treści?

Przede wszystkim zakres informacji poufnych. Najlepiej, jeśli wypiszesz je szczegółowo. Jeśli jednak na tym etapie miałoby to być bardzo trudne, wskaż choć zakres ogólny. Jednocześnie musisz pamiętać, że nie wszystkie informacje mogą być uznane za poufne. Taka informacja musi mieć odpowiednie znaczenie gospodarcze. Nie może to być także informacja, która była już publicznie ujawniona, a w celu zachowania jej poufności muszą być podejmowane odpowiednie działania. O tajemnicy przedsiębiorstwa zresztą już pisałam: “klik“.

Co w przypadku naruszenia postanowień umowy o zachowaniu poufności?

W takim przypadku najlepiej sprawdzają się kary umowne. Nie zapomnij umieścić zapisu o nich w umowie. Pamiętaj jednak, że mogą dotyczyć tylko zobowiązań niepieniężnych. Jeśli chcesz, by wysokość kar nie ograniczała odpowiedzialności drugiej strony za naruszenie postanowień o zachowaniu poufności, wpisz do umowy:

zapłata kary umownej nie wyłącza możliwości dochodzenia odszkodowania przenoszącego jej wysokość na zasadach ogólnych”.

Co jeszcze?

W umowie o zachowaniu poufności ureguluj to, w jaki sposób wolno z uzyskanymi informacjami postępować, oraz zajmij się kwestiami dotyczącymi tego, czy – a jeśli tak, to komu – druga strona może udostępnić informacje poufne. Napisz też koniecznie, w jaki sposób oznaczane będą informacje poufne (najczęściej oznacza się je poprzez odpowiednią klauzulę na dokumencie czy w korespondencji mailowej). Wreszcie, opisz procedurę zwrotu lub usunięcia informacji poufnych po wygaśnięciu umowy.

Jeśli będziesz miał jakieś pytania lub potrzebna będzie Ci pomoc, zapraszam do kontaktu.

*****

źródło: unsplash.com, autor: chuttersnap

umowa licencyjnaJedna z moich Klientek była pewna, że właściwie zadbała o swoje interesy, nabywając licencję na oprogramowanie, które było jej potrzebne do prowadzenia całkiem sporej firmy. Jakie było zaskoczenie Klientki, gdy pewnego słonecznego dnia sekretarka przyniosła pocztę, z pismem wprawiającym w osłupienie. Co było w tym piśmie, napiszę Ci na końcu artykułu; wcześniej chciałabym Ci powiedzieć, jakie pułapki może zastawić na Ciebie umowa licencyjna.

Pułapka numer jeden, czyli licencja, która nie należy tylko do Ciebie

Podpisałeś umowę. Jej tytuł głosi, że jest to umowa licencyjna. Jesteś przekonana/przekonany, że nikt więcej takiej licencji nie otrzyma. Jakie będzie jednak Twoje zdziwienie, gdy konkurencja zacznie używać dokładnie takiego samego oprogramowania, zdjęcia, piosenki czy projektu architektonicznego. Wówczas szybko wertujesz umowę i czytasz: „Licencjodawca udziela licencjobiorcy licencji na…”. Co to oznacza dla Ciebie w praktyce? Jeśli nigdzie w treści umowy nie znajdziesz twierdzenia, że umowa licencji jest umową licencji wyłącznej, licencjodawca może udzielić licencji dowolnej liczbie osób. Pamiętaj, milczenie umowy w tej kwestii oznacza dla Ciebie, że otrzymałeś jedynie licencję niewyłączną.

Licencja wyłączna: czy na pewno tylko Ty używasz danego utworu?

Świetnie, wiesz już, jak istotne jest to, czy w umowie zapisano, że dana licencja jest licencją wyłączną lub niewyłączną, ale czy to wszystko, na co powinieneś zwrócić uwagę?

Wobec braku rozstrzygnięć ustawowych co do tego, czy w przypadku, gdy udzielono licencji wyłącznej, z utworu może wciąż korzystać licencjodawca, należy uznawać, że kwestię tę reguluje się umownie. Na przykładzie: Spółka X uzyskała od spółki Y licencję wyłączną na oprogramowanie. Spółka Y sama nie może udzielać dalszych licencji, ponieważ udzieliła licencji wyłącznej spółce X. Czy jako autor oprogramowania ma jednak prawo używać go sama, równocześnie z Tobą?. Żeby nie musiał rozstrzygać tego sąd, kwestia ta powinna być uregulowana w umowie.

Mam już licencję wyłączną. Czy mogę używać jej razem ze swoją spółką córką?

Żebyś mógł swobodnie udzielać sublicencji podmiotom trzecim, a takim podmiotem są także spółki powiązane z Tobą, musisz uzyskać odpowiednią zgodę licencjodawcy. Bez stosownego zapisu umownego bądź późniejszej zgody licencjodawcy sublicencjonowanie nie będzie możliwe. Zgodę najlepiej wynegocjować w kontrakcie głównym. Unika się wówczas konieczności późniejszego proszenia o nią, a więc i ryzyka odmowy czy żądania dodatkowej zapłaty.

Co z polami eksploatacji?

Niewątpliwie samo prawidłowe oznaczenie licencji nie wystarczy. Powinieneś także dążyć do tego, by umowa regulowała, na jakich polach eksploatacji dana licencja Ci przysługuje. Przykłady pól eksploatacji znajdziesz w art. 50 ustawy o prawie autorskim. Czym jest pole eksploatacji? To na przykład publiczne udostępnianie utworu w internecie. Wymień wszystkie (jest ich wiele więcej!), na których będziesz (lub choćby podejrzewasz, że będziesz) korzystać z utworu, do którego nabyłaś/nabyłeś licencję.

Na jakim terytorium mogę używać swojej licencji?

Możesz korzystać z licencji jedynie na terytorium państwa, w którym masz siedzibę. Jeśli chcesz używać licencji także gdzie indziej, musisz to uregulować umownie.

Okres ważności licencji

Jeśli w umowie nie postanowiono inaczej, możesz korzystać z licencji przez 5 lat od jej uzyskania. Jeśli chcesz, żeby była to licencja na dłużej lub na czas nieokreślony, wpisz to do kontraktu. Pamiętaj jednak, że licencję udzieloną na czas określony przekraczający 5 lat uznaje się, po upływie tego terminu, za udzieloną na czas nieokreślony.

Co musisz wiedzieć o terminach wypowiedzenia licencji?

Jeśli dobrnęłaś/dobrnąłeś do końca tego wpisu, to dobra Twoja, ponieważ w mojej ocenie terminy wypowiedzenia licencji budzą najwięcej problemów i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Wyobraź sobie, że zawarłeś umowę na licencję wyłączną, zadbałeś o wszystkie rzeczy, o których mowa powyżej, a i tak nagle powstaje problem: dostajesz pismo od licencjodawcy, który mimo, że umowa milczy na ten temat, wypowiada Ci umowę na rok naprzód, ze skutkiem na koniec roku kalendarzowego. Jedni powiedzą, że nic się nie stało, bo to przecież taki długi termin, ale dla innych to będzie koniec świata, bo jego spółka działa w oparciu o system komputerowy na wypowiadanej właśnie licencji. Ponieśli ogromne koszty, by ją zakupić, a teraz poniosą jeszcze większe, żeby wszystko zmienić i znaleźć nowe oprogramowanie, które pozwoli im dalej prowadzić biznes

Z pewnością spytają, czy można było tego uniknąć. Tak. Wystarczy do umowy licencyjnej zawieranej na czas nieokreślony wpisać umowne terminy wypowiedzenia na tyle długie, żeby zabezpieczyć swoje licencjobiorcze interesy. Należy także pamiętać, że licencję udzieloną na okres dłuższy niż 5 lat uważa się, po upływie tego terminu, za udzieloną na czas nieoznaczony, i tu znowu uwaga na określenie umownych terminów wypowiedzenia, bo jeśli się tego nie zrobi, wejdzie w ich miejsce ustawa i znów wspominany wyżej roczny termin wypowiedzenia.

Pamiętasz historię z początku wpisu. Pani Prezes otworzyła pismo z rocznym wypowiedzeniem licencji, na której pracował cały dział księgowo-finansowy jej firmy. Ten dzień na długo zapadł jej w pamięć.

*****

autor zdjęcia: Luca Bravo/ źródło unsplash.com

 

 

 

 

 

Prawo cytatu – co to takiego?

Weronika Jelinska04 listopada 2018Komentarze (0)

Jedną z moich klientek jest znana blogerka, która została pozwana przez pewne wydawnictwo. Powód twierdził, że użyła ona fragmentów książki  bez pytania o zgodę na ich publikację. Wydawnictwo domagało się zaprzestania naruszeń, odszkodowania i przeprosin w prasie. W odpowiedzi na pozew powołałam się na tzw. prawo cytatu.

Czym jest zatem prawo cytatu?

Żeby można było mówić o prawie cytatu, musi być spełnionych kilka warunków łącznie. Oto one.

Pierwszą regułą jest to, że korzystać z prawa cytatu możemy jedynie w odrębnym utworze własnym. oznacza to, że zanim użyjemy cytatu, musimy zastanowić się, czy sami tworzymy utwór. Jeśli tak, to będziemy mogli skorzystać z dobrodziejstw jakie oferuje prawo cytatu. Utworem może być na przykład wpis na blogu, artykuł do gazety, tekst utworu muzycznego czy opis naszej strony internetowej. Następnie musimy stwierdzić, czy większość treści w danym utworze stanowi nasza twórczość własna, i czy cytaty, z których korzystamy, są odpowiednio oznaczone i niezbyt długie.

Jak długi może być zatem cytat?

Niestety nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. W polskim prawie nie ma bowiem przepisu, który regulowałby długość cytatu. Wyjątkiem są fotografie i ilustracje, których można używać w całości. W całości można przytaczać także tak zwane „drobne utwory”. Drobnym utworem może być na przykład wiersz.

Jak zatem pewnie zauważyłeś, prawo cytatu nie dotyczy tylko treści pisanej, ale także fotografii czy ilustracji.

Zasada druga to zasada tak zwanego celu. Cytować bowiem możemy jedynie w konkretnym celu i może to być wyjaśnienie, polemika, analiza krytyczna albo naukowa, lub też w zakresie uzasadnionym prawami gatunku twórczości. Pamiętaj, o cytacie możemy mówić jedynie wtedy, gdy materiał, z którego korzystamy, jest ściśle powiązany z twórczością osoby, która z cytatu korzysta.

Jaka jest zasada numer trzy? Bardzo prosta i moim zdaniem najważniejsza. Korzystając z cytatu należy podawać  imię i nazwisko twórcy oraz źródło, z którego cytat pochodzi.

Co jeszcze powinieneś wiedzieć o prawie cytatu?

Wolno w sposób niezamierzony włączyć utwór do innego utworu, o ile włączony utwór nie ma znaczenia dla utworu, do którego został włączony. Przykładem obrazującym ten przepis może być fragment reportażu, w którym kierowca taksówki, wioząc bohaterów reportażu, ma włączone radio, w którym nadawany jest jakiś utwór muzyczny. Utwór wykorzystany w ten sposób nie ma generalnie znaczenia dla utworu głównego, jakim jest reportaż.

Wolno także korzystać z utworów na potrzeby parodii, pastiszu lub karykatury, w zakresie uzasadnionym prawami tych gatunków twórczości.

Wróćmy do sporu, o którym wspomniałam na początku wpisu. W odpowiedzi na pozew twierdzimy, że klientka faktycznie wykorzystała fragmenty książki wydanej przez powoda, ale przytoczyła je jedynie w celu wyjaśnienia czytelnikom, jak na przestrzeni lat zmieniała się moda. Przytaczane fragmenty były krótkie, a wpis blogerki stanowił samoistny utwór. Zobaczymy, jak sprawę rozstrzygnie sąd. Ja jestem dobrej myśli, ale uczulam – jeśli chcecie skorzystać z prawa cytatu, a nie jesteście pewni, czy robicie to zgodnie z prawem, zapytajcie swojego prawnika. Same przepisy nie odpowiadają bowiem na wszystkie pytania. Aby zminimalizować ryzyko, dobrze jest znać także aktualne orzecznictwo i poglądy doktryny.

*****

rawpixel, źródło: unsplash.com

Moimi klientami są między innymi artyści: muzycy, pisarze, filmowcy, fotografowie. Często jest tak, że znam ich od momentu, kiedy stawiali swoje pierwsze kroki w dziedzinie, w której teraz odnoszą duże sukcesy. Mieli oni świadomość, że warto od początku dbać o swoją karierę nie tylko od strony artystycznej, ale też od tej formalnoprawnej. Wiedzieli, że nie należy godzić się na wszystko, co wręcza się im do podpisania. Czasem jednak to robią i powiem szczerze, że zupełnie to rozumiem: nie każdy jest na tyle czujny, żeby czytać umowy napisane drobnym druczkiem gdy na głowie ma przygotowanie zdjęć do dużego projektu czy napisanie artykułów do gazety. Dziś przeczytasz co to jest umowa licencyjna, a czym jest umowa przeniesienia praw. Przedstawię Ci to na przykładzie z życia wziętym.

Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie klientka, która odkryła, że jej zdjęcia znajdują się na koszulkach z logo dosyć znanej marki. Była bardzo zdenerwowana i oczekiwała, że pomogę jej ścigać sprawców i dochodzić odszkodowania także przed sądem cywilnym. Zapytałam ją, czy podpisywała kiedykolwiek jakieś umowy dotyczące uregulowania praw autorskich do wykorzystanych zdjęć. Po dłuższej chwili przypomniała sobie, że kiedyś taką umowę podpisała, sądząc jednak, że umowa ta dotyczy jedynie zgody na publikację zdjęć w magazynie modowym (przecież takie było zlecenie). Zanim napiszę Ci, jakie niekorzystne zapisy znalazły się w umowie mojej klientki, chciałabym wyjaśnić, czym generalnie umowa licencyjna różni się od umowy przeniesienia praw autorskich.

Umowa licencyjna a umowa przeniesienia praw autorskich – różnice

Podstawową różnicą między umową licencyjną a umową przeniesienia praw jest to, że zawierając umowę przeniesienia praw wyzbywamy się na rzecz drugiej strony autorskich praw majątkowych. Taka umowa jest najkorzystniejsza dla osoby lub firmy, która podpisuje umowę z twórcą, ale nie zawsze jest dobra dla samego twórcy.

Musisz pamiętać, że w przypadku umowy przeniesienia praw:

– nabywca uzyskuje od zbywcy określone prawa majątkowe na wyłączność, na polach eksploatacji wymienionych w umowie,

– nie możesz przenieść tych samych praw na dwie różne osoby.

Czym charakteryzuje się umowa licencyjna?

Licencja to nic innego jak udzielenie zgody na wykorzystanie utworu. Może mieć charakter wyłączny lub niewyłączny. W przypadku licencji niewyłącznej twórca może udzielać wielu licencji nawet na tym samym polu eksploatacji. Żeby licencja miała charakter wyłączny, musi to być wyraźnie zaznaczone w umowie.

Czy licencja może być udzielona ustnie?

Tak, ale forma ustna dotyczy jedynie licencji niewyłącznej. W takim przypadku wiążąca jest już rozmowa, w której godzisz się na przykład na to, by zdjęcie, które zrobiłeś osoba trzecia opublikowała na swoim portalu. Natomiast umowa licencyjna wyłączna wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności.

O czym jeszcze warto pamiętać podpisując umowę licencyjną

Jeśli postanowienia umowy licencyjnej nie mówią inaczej, to pamiętaj, że istnieje domniemanie udzielenia licencji na okres pięciu lat do korzystania z utworu na terytorium państwa, w którym licencjobiorca ma swoja siedzibę. Ważne jest także to, że jeśli nie postanowiłeś w umowie inaczej, a licencji udzieliłeś na czas nieoznaczony, to twórca może ją wypowiedzieć z zachowaniem terminów umownych, a w przypadku ich braku na rok naprzód, na koniec roku kalendarzowego. A co jeśli licencji udzieliłeś na czas dłuższy niż pięć lat? Po upływie tego czasu uważana będzie za licencję zawartą na czas nieoznaczony.

Co z polami eksploatacji? Czy każda umowa przeniesienia autorskich praw majątkowych lub licencyjna powinna je zawierać?

W skrócie odpowiedź brzmi: tak. Ustalenia umowne dotyczą bowiem jedynie tych pól eksploatacji, które zostały w umowie wskazane. Trzeba też pamiętać, że umowa może wymieniać jedynie pola eksploatacji znane w chwili jej zawierania.

Pamiętaj, że bez względu na to czy podpisałeś umowę dotyczącą przeniesienia praw, czy umowę licencyjną, prawa osobiste pozostają przy Tobie. To Ty jesteś twórcą i żadna umowa tego nie zmieni.

Czego dowiedziałam się po lekturze umowy klientki

Mający złą sławę drobny druczek stanowił, że klientka przeniosła majątkowe prawa autorskie na wydawnictwo. Wydawnictwo mogło przenosić nabyte prawa autorskie na osoby trzecie. Pola eksploatacji były zakreślone bardzo szeroko. Na podstawie tych zapisów wydawnictwo rzeczywiście mogło umieścić zdjęcie na odzieży. Czy autorka musiała podpisać niekorzystną umowę? Z mojego doświadczenia wynika, że zazwyczaj duże podmioty w pierwszej kolejności proponują twórcom umowy przeniesienia praw, licząc na to, że nikt nie będzie się wczytywał. Często dzięki krótkim negocjacjom i uwagom do umowy naniesionym ręką prawnika można niekorzystne zapisy zmienić i udzielić licencji wyłącznej lub niewyłącznej na zaakceptowanych przez obydwie strony polach eksploatacji nieco węższych niż pierwotnie to proponowano.

*****

rawpixel/źródło: unsplash