Weronika Jelińska

radca prawny

Pomagam w szczególności branży kreatywnej w bezpiecznym prowadzeniu biznesu. Na co dzień rozwiązuję problemy prawne związane z działalnością dziennikarzy, pisarzy, muzyków, fotografów, marketingowców, twórców reklam, założycieli startupów i wielu innych...
[Więcej >>>]

Skontaktuj się +48 501 166 456

Co to jest utwór pracowniczy?

Weronika Jelinska14 września 2018Komentarze (0)

utwór pracowniczyW dzisiejszym wpisie chciałabym wyjaśnić, czym jest utwór pracowniczy, i co powinien zrobić pracodawca, by utwór stworzony przez pracownika można było zakwalifikować jako utwór pracowniczy. Napiszę też kiedy, moim zdaniem, pracownik nie powinien godzić się z tym, że pracodawca chce potraktować jego pracę jako utwór pracowniczy właśnie.

Przykład z życia wzięty – czy to utwór pracowniczy?

Pracownik agencji marketingowej, który zgodnie z zapisami swojej umowy o pracę jest zatrudniony jako specjalista do spraw marketingu i na co dzień zajmuje się obsługą kampanii reklamowych klientów agencji, został poproszony przez swojego pracodawcę o napisanie na firmowego bloga serii artykułów dotyczących najnowszych trendów w marketingu. Pracownik miał pisać dwa artykuły tygodniowo, a następnie samodzielnie publikować je na blogu pracodawcy. Pracownik pisał dobre artykuły, które cieszyły się dużym uznaniem. Po jakimś czasie pracodawca uznał, że agencja wyda książkę, w skład której wejdą między innymi artykuły pisane przez wspomnianego pracownika. Ten nie dostał jednak z tego tytułu żadnego dodatkowego wynagrodzenia. Obecnie toczy się spór między byłymi już pracodawcą i pracownikiem – o to, do kogo należą prawa majątkowe do powyższych artykułów. Były już pracownik dodatkowo domaga się podziału zysków, które przynosi wydana książka.

Kto w tym sporze według mnie ma rację, napiszę Ci po wyjaśnieniu kilku kwestii odnośnie utworu pracowniczego.

Czym jest więc utwór pracowniczy?

Zgodnie z prawem, utworem pracowniczym jest utwór, który został stworzony w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy. Oznacza to, że utworem pracowniczym może być utwór stworzony jedynie w ramach umowy o pracę (także powołania, mianowania czy wyboru). Do innych umów, takich jak umowa zlecenie czy umowa o dzieło, regulacja ta nie ma zastosowania. Inaczej bywa gdy umowa tylko z nazwy jest umową na przykład o dzieło, a w rzeczywistości typową umową o pracę. Niestety takie sytuacje zdarzają się dość często.

Najważniejszą rzeczą jest to, że aby utwór stworzony przez pracownika można było zakwalifikować jako utwór pracowniczy, musi taki utwór być stworzony przez pracownika w ramach jego obowiązków pracowniczych. Moim zdaniem, jeśli pracownik stworzy utwór w związku z poleceniem służbowym pracodawcy wykraczającym poza ustalony zakres obowiązków pracownika, taki utwór utworem pracowniczym nie będzie. Taki też pogląd przedstawił sąd Apelacyjny w Gdańsku, sygn. akt I Aca 602/12.

Kiedy pracodawca nabywa autorskie prawa majątkowe do utworu pracowniczego?

Dzieje się to z chwilą gdy przyjmuje utwór, który powstał w granicach wynikających z celu umowy o pracę i zgodnie z zamiarem obu stron.

Jak w praktyce pracodawca powinien przyjmować utwór? Trudno sobie wyobrazić, że pracodawca każdorazowo kontroluje czy pracownik stworzył właśnie utwór, i czy tym samym należy wystosować oficjalne pismo wyrażające chęć przyjęcia takiego utworu. Najwłaściwszą metodą byłoby tu wpisanie do umowy o pracę, że pracownik zobowiązany jest do dostarczania utworu pracodawcy w konkretny sposób (np. mailem), oraz określenie sposobu przyjęcia utworu, a także konsekwencji, które powstaną w stosunku do pracownika gdy utworu nie dostarczy.

Dodatkowo polecałabym wpisanie do umowy o pracę lub innej umowy zawieranej z pracownikiem pól eksploatacji, na których dany utwór pracowniczy może być przez pracodawcę wykorzystywany bez dodatkowego wynagrodzenia dla pracownika. Jeśli takich pól eksploatacji w umowie nie określono, to istnieje domniemanie, że pracodawca może wykorzystywać utwór zgodnie z zakresem swojej działalności, a także zgodnie z charakterem utworu. Wyjaśnię Ci, że polami eksploatacji są np. druk, dystrybucja techniką cyfrową, najem, dzierżawa.

Pracodawca powinien zatem pamiętać o:

  • szczegółowym wymienieniu w umowie o pracę obowiązków pracowniczych,
  • określeniu w umowie warunków na jakich pracownik przedstawia, a pracodawca odbiera utwór,
  • wymienieniu w umowie o pracę wszelkich pól eksploatacji, na których pracodawca chcę z utworu korzystać,
  • upewnieniu się, że polecenie służbowe nie wykracza poza określony w umowie zakres obowiązków pracownika.

Wracając do stanu faktycznego opisanego na wstępie. W mojej ocenie polecenie służbowe wydane pracownikowi wykraczało poza obowiązki pracownicze określone w jego umowie o pracę. Tym samym utwór stworzony przez pracownika, którym jest wpis na blogu firmowym, nie może być uznany jako utwór pracowniczy. W  zaistniałej sytuacji prawa autorskie do utworu pozostają przy pracowniku. Może on domagać się wszelkich roszczeń w związku z bezprawnym wykorzystaniem jego utworów. Jak sprawę rozstrzygnąłby sąd, tego niestety nie wiemy bo pracodawca i pracownik podpisali w tej sprawie ugodę.

Pamiętaj także o tym, że jesli pracodawca, w okresie dwóch lat od daty przyjęcia utworu, nie przystąpi do rozpowszechniania utworu przeznaczonego w umowie o pracę do rozpowszechnienia, twórca może wyznaczyć pracodawcy na piśmie odpowiedni termin na rozpowszechnienie utworu z takim skutkiem, że po jego bezskutecznym upływie prawa uzyskane przez pracodawcę wraz z własnością przedmiotu, na którym utwór utrwalono, powracają do twórcy, chyba że umowa stanowi inaczej. Strony mogą określić inny termin na przystąpienie do rozpowszechniania utworu.

Pracodawca ma 6 miesięcy od dostarczenia utworu przez pracownika na powiadomienie go, czy utwór przyjmuje, lub czy uzależnia przyjęcie utworu od dokonania w nim określonych zmian. Po upływie tego terminu uznaje się, że utwór został przyjęty bez zastrzeżeń. Strony w umowie mogą określić inny termin na przyjęcie utworu, dłuższy lub krótszy niż 6 miesięcy.

Inne uregulowania w sprawie utworów pracowniczych dotyczą programów komputerowych i utworów naukowych. O tym napiszę wkrótce.

*****

Marten Bjork,  źródło: unsplash.com

Tajemnica przedsiębiorstwa i jej ochrona

Weronika Jelinska11 września 2018Komentarze (0)

ochrona tejemnicy przedsiębiorstwaPosiadam grono stałych klientów, z którymi co pewien czas omawiam zmiany, jakie zaszły w przepisach prawa, i z którymi zastanawiam się, czy zmiany te nie nakładają na nich jakiegoś dodatkowego obowiązku, albo czy nie dają im dodatkowych uprawnień, z których mogliby skorzystać.

I tak, dziś spotkałam się z Andrzejem, właścicielem biura architektonicznego. Opowiedziałam mu o najważniejszych zmianach, jakie wprowadza nowelizacja ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Zarekomendowałam mu także działania, które powinien podjąć, żeby skorzystać z ustawowych nowości. Oto, na jakim aspekcie nowelizacji ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji się skupiliśmy.

Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji – zmiany.

Jak być może pamiętasz, jeden z przepisów omawianej ustawy stanowił, że jeśli umowa nie stanowi inaczej albo nie mamy do czynienia z sytuacją, w której ustał stan tajemnicy, osoba, która świadczyła pracę na podstawie stosunku pracy lub innego stosunku prawnego, może dopuścić się czynu nieuczciwej konkurencji polegającego na ujawnieniu tajemnicy przedsiębiorstwa jedynie przez trzy lata liczone od dnia ustania takiego stosunku.

W praktyce oznaczało to, że przy zachowaniu określonych warunków każdy pracownik lub współpracownik związany był ustawowo tajemnicą przedsiębiorstwa przez okres trzech lat od rozwiązania lub wygaśnięcia umowy o pracę lub współpracę. W obecnym brzmieniu ustawy nie ma już tego przepisu. Co w związku z tym?

Tajemnica przedsiębiorstwa bez ograniczeń czasowych.

To, że mój klient i każdy przedsiębiorca, który chce skorzystać z dobrodziejstw nowelizacji, powinien sprawdzić, czy przypadkiem nie wpisał do regulaminu pracy lub umowy ze swoim pracownikiem ustawowo nieobowiązującego już ograniczenia dotyczącego trzyletniego związania tajemnicą przedsiębiorstwa. Jeśli takie zapisy istnieją, to w gestii pracodawcy pozostaje to, czy będzie chciał takie dokumenty zmienić. Wykreślenie tego przepisu ze znowelizowanej ustawy nie oznacza bowiem, że strony stosunku pracy czy innego stosunku zobowiązaniowego nie mogą ustalić krótszych terminów dotyczących ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa. Reasumując, jeśli nic z takimi zapisami, które masz w obecnych dokumentach, nie zrobisz, to nadal będą one obowiązywać.

Zakładam, że przyjrzałeś się dokumentom, którymi obecnie dysponujesz, sprawdziłeś, czy i na jaki okres jest wpisany obowiązek zachowania tajemnicy przedsiębiorstwa. Czy możesz spać spokojnie? Tak, ale tylko jeśli odpowiednio chronisz tajemnicę swojego przedsiębiorstwa.

A czym jest tajemnica przedsiębiorstwa?

Tajemnica przedsiębiorstwa to  informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, które spełniają łącznie wszystkie podane niżej kryteria:

  • są poufne w tym sensie, że jako całość lub w szczególnym zestawieniu i zbiorze ich elementów nie są powszechnie znane lub łatwo dostępne dla osób, które zwykle zajmują się tym rodzajem informacji,
  • mają wartość gospodarczą (handlową) dlatego, że są objęte tajemnicą,
  • uprawniony do korzystania z informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa podjął, przy zachowaniu należytej staranności, działania w celu utrzymania ich w poufności.

I właśnie ten ostatni element wyliczanki, czyli podjęcie odpowiednich środków i działań przez przedsiębiorcę w celu utrzymania informacji w poufności, jest bagatelizowany i rodzi najwięcej problemów. Jakie środki możesz wdrożyć w swojej firmie, żeby informacje uznane były jako tajemnica przedsiębiorstwa i podlegały ochronie, napiszę niebawem.

*****

Zdjęcie: Riccardo Annandale 

Źródło: unsplash.com

 

 

Odpowiedzialność za treść reklamyOstrzegam, dziś będzie trochę „prawniczego gadania”, ale bez tego nie da się wyjaśnić, kto ponosi odpowiedzialność za treść reklamy: czy jest to reklamodawca, agencja reklamowa, a może także nadawca reklamy lub wydawca, który reklamę drukuje w swojej gazecie lub wyświetla na swoim portalu.

Kto zatem ponosi odpowiedzialność prawną za treść reklamy

Zasada generalna brzmi: podmiotem odpowiedzialnym za treść reklamy jest reklamujący. Nie możemy jednak zapomnieć o art. 17 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, który stanowi, że czynu nieuczciwej konkurencji dopuszcza się również agencja albo inny przedsiębiorca, który reklamę opracował.

Czy art. 429 k.c., który mówi, że:

Kto powierza wykonanie czynności drugiemu, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną przez sprawcę przy wykonywaniu powierzonej mu czynności, chyba że nie ponosi winy w wyborze albo że wykonanie czynności powierzył osobie, przedsiębiorstwu lub zakładowi, które w zakresie swej działalności zawodowej trudnią się wykonywaniem takich czynności.

umożliwia wyłączenie odpowiedzialności reklamodawcy wobec osób trzecich, jeśli ten zlecił opracowanie reklamy wyspecjalizowanej agencji reklamowej?

Nie ma takiej możliwości. Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 9.04.2015 r., II CSK 338/14 uznał, iż podmiot reklamujący swoją działalność za pomocą nieuczciwej reklamy nie może zwolnić się od odpowiedzialności za taki czyn nieuczciwej konkurencji przez zawarcie umowy o opracowanie reklamy z firmą, która zawodowo zajmuje się taką działalnością.

Jak ograniczyć odpowiedzialność prawną za treść reklamy?

Co ma zrobić agencja marketingowa, jeśli klient narzuca jej scenariusz reklamy, a ta ma wątpliwości co do tego, czy reklama ta jest zgodna z przepisami prawa? Odpowiedź brzmi: wycofać się z kontraktu lub pamiętać o odpowiednim sformułowaniu umowy zabezpieczającej interesy agencji. W odwrotnej sytuacji to reklamodawca powinien postarać się o właściwe zapisy umowne przewidujące możliwość roszczeń  regresowych w wewnętrznym stosunku prawnym powstałym między agencją a reklamodawcą.

Co z odpowiedzialnością za treść reklamy domów mediowych?

Czy domy mediowe również ponoszą odpowiedzialność na mocy art. 17 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji? Istnieją rozbieżne stanowiska w tej kwestii, jednakże przeważają opinie, że taka odpowiedzialność zachodzi nawet w stosunku do podmiotów, które jako domy mediowe jedynie pośredniczyły w rozpowszechnianiu przekazu reklamowego poprzez planowanie i zakup na zlecenie reklamodawcy czasu oraz przestrzeni reklamowej. W związku z powyższym ogromnie ważne jest odpowiednie konstruowanie umów zawieranych pomiędzy domami mediowymi, agencjami marketingowymi i samymi reklamodawcami.

Co z odpowiedzialnością wydawców prasy za treść reklamy?

Zgodnie z przepisami prawa prasowego prasa może zamieszczać odpłatne ogłoszenia i reklamy. Ogłoszenia i reklamy muszą być zgodne z prawem lub zasadami współżycia społecznego. W związku z tym przepisem, odpowiedzialność wydawcy i redaktora (jest nim dziennikarz decydujący lub współdecydujący o publikacji materiałów prasowych) za publikację reklamy pojawia się, gdy reklama narusza przepisy prawa lub zasady współżycia społecznego.

W praktyce oznacza to, że na wydawcy i redaktorze spoczywa odpowiedzialność za badanie reklam i ogłoszeń pod kątem ich zgodności z prawem i dobrymi obyczajami. Na ile takie badanie powinno być szczegółowe? Zdania są podzielone. Ja uważam, że należy oprzeć się tu na kryterium należytej staranności, czyli uważnego oglądania reklam przed ich publikacją lub emisją i niedopuszczania tych, które w sposób niebudzący wątpliwości są niezgodne z przepisami prawa. Natomiast wydawcy, moim zdaniem, nie mają obowiązku badania, czy dana reklama jest zgodna z prawdą, na przykład czy dana firma oferuje najmniej awaryjny sprzęt elektroniczny.

Pamiętaj więc o odpowiednim formułowaniu umów, w przypadku kłopotów na pewno w pierwszej kolejności będziesz chciał przypomnieć sobie ich treść. Warto żeby ich lektura w tej i tak nieciekawej sytuacji nie podniosła Ci ciśnienia.

*****

Poczytaj też o tym, jak legalnie reklamować piwo >>

*****

Zdjęcie: Nik Shuliahin

korzystać ze zdjęć znalezionych w Internecie

Weroniko, czy jeśli ktoś wrzucił zdjęcie na Facebooka czy Instagram, to czy mogę z niego swobodnie korzystać. Czy mogę umieścić je na przykład na swoim blogu?

Takie oto pytanie zadała mi moja przyjaciółka blogerka, a jak brzmi odpowiedź, napiszę po wyjaśnieniu Ci kilku kwestii.

Jak legalnie korzystać ze zdjęć znalezionych w sieci?

Pamiętaj, że  wrzucając zdjęcie swojego autorstwa do mediów społecznościowych z dużym prawdopodobieństwem udzielasz tym mediom licencji na jego dalsze wykorzystanie. Licencja taka udzielona jest jednak tylko np. Facebookowi czy Instagramowi – to te podmioty mogą korzystać z Twojego zdjęcia. Zdarza się także, że w regulaminach znajdują się zapisy, które pozwalają im udzielać dalszych sublicencji.  Z mojego doświadczenia wynika jednak, że takich sublicencji nie udzielają lub robią to niezwykle rzadko.

Oczywiście inni użytkownicy danego serwisu mogą udostępniać dane zdjęcie, tekst lub film, ale jedynie właśnie w tym medium społecznościowym, w którym pierwotnie je umieszczono. To, że Twój profil jest publiczny, a na nim są Twoje zdjęcia, nie oznacza, że osoba trzecia może z nimi robić, co chce i gdzie chce.

Co zatem zrobić, żeby legalnie opublikować czyjeś zdjęcie umieszczone na Instagramie? Odpowiedź brzmi: poprosić jego autora o zgodę. Czy zawsze to wystarczy? Jeśli na zdjęciu widnieje ktoś, kto nie jest autorem zdjęcia, to by zdjęcie można było legalnie opublikować, potrzebna jest także zgoda osoby przedstawionej na zdjęciu. Jest to tzw. ochrona wizerunku. Pamiętaj jednak, że zgodnie z przepisami prawa zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych lub zawodowych, a także wizerunku osoby stanowiącej jedynie szczegół całości, takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

Czy zawsze muszę pytać autora zdjęcia o zgodę na dalszą publikację?

Jeśli nie po drodze Ci z pytaniem autora o zgodę na publikację, a zgoda na publikację wizerunku nie jest konieczna, możesz próbować ustalić, czy dane zdjęcie jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego. Musisz bowiem wiedzieć, że nie każde zdjęcie jest chronione. Jak to ustalić? Nie jest to ani proste, ani oczywiste. Jest kilka orzeczeń sądów powszechnych, które to orzeczenia poruszają tę kwestię. Przyjrzyjmy się jednemu z tych orzeczeń.

Sąd Apelacyjny w wyroku z dnia 12.09.2016 r., sygn. akt IACA 942/15 wyjaśnił, że zdjęcie będzie chronione tylko wtedy, gdy jest rezultatem pracy twórczej, a cechuje ją inwencja i samodzielność artystyczna. Nie są zatem chronione fotografie czysto rejestracyjne ani fotografie nastawione na wierne odtworzenie oryginału np. dzieł sztuki, biżuterii, elementów konstrukcyjnych budynku.

Nie polecam jednak samodzielnej oceny, czy zdjęcie jest utworem i podlega ochronie, czy też nim nie jest i można z niego swobodnie korzystać. Odpowiednie argumenty strony przeciwnej mogą w ewentualnym sporze przekonać sąd, że zdjęcie utworem jest, i że skorzystałeś z niego bezprawnie.

A prawo cytatu?

A co jeśli to ja użyłem zdjęcia bez pytania o zgodę jego autora i teraz mam problemy? Pisałem przecież na blogu artykuł o hodowli kotów rosyjskich, a to zdjęcie tak dobrze do niego pasowało. Przedstawiało kota tej rasy. Czy jest dla mnie jakiś ratunek? O tym napiszę już niebawem, opowiadając Ci o możliwościach jakie, daje prawo cytatu.

***

Zdjęcie: Radek Grzybowski/ unsplash.com

Siódma rano, dzwoni mój telefon. Zdenerwowany głos w słuchawce:

Pani mecenas, znalazłem zrobione przez siebie zdjęcie na portalu „X”, nawet znak wodny wymazali. Nikt nie pytał mnie o zgodę na publikację. Co mam robić? Czy mam jakieś prawa?

Dostaje wiele takich zapytań i powiem szczerze, że absolutnie rozumiem Twoje wzburzenie, bo nikt nie lubi jak mu się coś kradnie, nawet jeśli to coś nie jest warte miliony. Co prawda rozwiązanie tego problemu mogło poczekać choć do 9, ale wiem, że nie spałeś tej nocy zbyt spokojnie i chcesz jak najszybciej rozwiązać powstały problem.

Jak zatem wycenić skradzione zdjęcie?

Kradzież zdjęcia

Co możesz w takiej sytuacji zrobić? Katalog możliwości związanych z dochodzeniem ochrony autorskich praw osobistych i majątkowych jest dość szeroki, ja w dzisiejszym artykule skupie się jedynie na tym, co nastręcza największych problemów, czyli na wycenie skradzionego zdjęcia.

Jeśli jesteś zawodowym fotografem, to najlepiej będzie jeśli do wyceny posłużysz się swoimi cennikami, i prezentując zawarte wcześniej własne umowy sprzedaży zdjęć postarasz się udowodnić przed sądem, że za takie oto  kwoty swoje zdjęcia sprzedajesz.

Pamiętaj także o treści art. 79 ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych, który daje Ci możliwość dochodzenia dwukrotności stosownego wynagrodzenia. Co znaczy tyle co, że ustaloną kwotę należy podwoić. Kiedyś, w sytuacjach zawinionego naruszenia, przepis ten dawał możliwość dochodzenia potrójnej wartości zdjęcia. Niestety w lipcu 2015 r. w tej części stracił moc obowiązującą. W jednej z podobnych spraw, które prowadziłam, zdarzyło mi się nawet, że sąd powszechny twierdził, że przepis ten nie obowiązuje w całości, ale w mojej ocenie jest to błędna wykładnia, i zdarza się dość rzadko. Między innymi Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z dnia 17 grudnia 2015 r. (I ACa 1251/15) potwierdził, że żądanie dwukrotności wynagrodzenia nadal mieści się w istniejących przepisach.

Ile warte jest skradzione zdjęcie amatora?

Co jeśli jesteś amatorem? Nie masz cenników, nie sprzedajesz zawodowo zdjęć. Czy możesz żądać zapłaty za skradzione zdjęcie? Oczywiście, że tak. Wycena Twojego zdjęcia będzie jednak trudniejsza, bo czy ceną takiego zdjęcia jest przeciętna wartość podobnego zdjęcia, które można nabyć na stocku, czy też inspiracją do ustalenia ceny może być wartość, którą podaje tabela minimalnych wynagrodzeń Związku Polskich Artystów Fotografików, a może to wartość, którą za podobne zdjęcia uzyskują zawodowi fotografowie? Niestety nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Oczywiście liczy się dobra argumentacja zawarta w pozwie, ale sądy zachowują się różnie, tak jak różnie wyceniają zdjęcia biegli sądowi.

Dlatego też moim klientom zawsze w pierwszej kolejności polecam ugodowe rozwiązanie sprawy. Należy prawidłowo zebrać niezbite dowody dotyczące naruszenia, przedstawić je w piśmie, zażądać odpowiednio skalkulowanej kwoty za bezprawne pobranie zdjęcia i poinformować naruszyciela, że w przypadku braku osiągnięcia porozumienia sprawę rozstrzygnie sąd, a Ty dodatkowo dochodzić będziesz zadośćuczynienia, a także rozważysz możliwość zawiadomienia organów ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Kradzież zdjęcia – konsekwencje

Jak skończyła się sprawa mojego Klienta, który dzwonił o 7 rano? Pozytywnie i bez procesu sądowego. Znany portal wypłacił mu 1500 zł za bezprawną publikację jego zdjęcia i wymazanie znaku wodnego. Klient jest fotografem amatorem, a jego roszczenie dotyczyło jednego zdjęcia dość znanej osoby. Czy to dużo czy mało? Możecie ocenić sami. Każda sprawa jest inna i często warto rozegrać ją w sposób szybki i jak najmniej ryzykowny. Z mojej praktyki wynika, że sądy orzekają odszkodowania za kradzież zdjęć w wysokości od 60 zł do nawet 60 tys. zł, ale to oczywiście zależy od okoliczności danej sprawy, rzeczywistej wartości zdjęć i wyceny zastosowanej przez biegłego.

W kolejnych wpisach opowiem Ci o najgłośniejszych procesach sądowych związanych z kradzieżą zdjęć. Co powiedział sąd, jakie zasądził odszkodowanie, a może oddalił powództwo – o tym wszystkim już niebawem.

 

***

Zdjęcie: Felipe P. Lima Rizo

Źródło: unsplash.com